czyli blog o przyprawianiu

czwartek, 5 stycznia 2012



Fleur du Sel
Zacznę od soli. Najważniejsza, najprostsza.
Sól ziemi.
Sól w oku.
Sól na rany
Będzie o niej często.
***
Przyznam że kiedy po raz pierwszy A. w ramach prezentu przywiózł mi z Francji kilka kilo soli poczułam się nieco dziwnie. Trochę jak średniowieczna księżniczka, której kochanek z wyprawy przywozi białe złoto. Muszę jednak przyznać, że to był jeden z tych prezentów które świadczą o tym jak dobrze A. mnie zna. Doceniam niuanse. Zarówno w życiu jak i w kuchni ważne są niuanse. Sól też ma smak – może być bardziej słona lub mniej może mieć chemiczny, szczypiący posmak a może być bardziej kwaskowata. I to są właśnie te subtelne różnice które odkryłam używając fleur du sel które przywiózł A. (będąc całkiem uczciwą – przywiózł też drugi gatunek soli – ale o nim później).


Fleur du Sel czyli kwiat soli powstaje na powierzchni solanek . Wytrąca się wraz z wiejącym wiatrem. Jest czysta i grubo ziarnista, ma delikatny smak. Ma swoje siostrzane odmiany – na wyspie Gozo (należącej do Malty) oraz w Portugalii. Najlepsza jest do gotowania, gdyż wtedy łatwo się rozpuszcza. Można nią jednak solić wszystko gdyż łatwo rozciera się w palcach.
Używam jej też do Goamsio – japońskiej mieszanki. Zdrowe (sezam i siemie lniane – samo zdrowie), proste i smaczne.
Składniki:
Sesam
Siemie lniane
Fleur du Sel
Proporcje zależą od upodobań. Ja podaję swoje ulubione
Wymieszać sezam z siemieniem w proporcji 1:1 i uprażyć na patelni (krótko żeby nie spalić). Następnie mieszankę zmieszać z solą w proporcji 1:2. Można solić „z łapki” a można przesypać do młynka lub utrzec w moździerzu lub malakserze (polecam moździerz, gdyż należy uważać żeby nie zrobi pasty, zarówno sezam jak i siemie są tłuste). Gomasio dobre do wielu rzeczy, można jeść nawet na chlebie z masłem.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz